„Kaszablanka” z Brwinowa
Biblioteka Publiczna im. Wacława Wernera w Brwinowie przypomniała film Adama Gzyry i Waldemara Matuszewskiego z 2016 r. „Wacław Kowalski – mieszkaniec Brwinowa”.
Autorom filmu udało się porozmawiać z osobami, które pamiętały dzieciństwo i rodzinę późniejszego aktora, najbardziej znanego z komediowego tryptyku Sylwestra Chęcińskiego: „Sami swoi”, „Nie ma mocnych” oraz „Kochaj albo rzuć”. Pani Leokadia Jakoniuk wspomina m.in. rodziców W. Kowalskiego: matkę, która była krawcową i ojca – kowala. To we wsi Gnojno w Gminie Konstantynów, gdzie mieszkał W. Kowalski odsłonięto przed laty na budynku dawnej szkoły tablicę pamiątkową z napisem „miedza to rzecz święta”.
O młodości W. Kowalskiego interesująco opowiada w filmie regionalista z Białej Podlaskiej Szczepan Kalinowski. W 1937 r. W. Kowalski ukończył Seminarium Nauczycielskie w Leśnej Podlaskiej, ale przekonał się, że praca w szkole nie jest jego powołaniem. W czasie okupacji zajmował się kolczykowaniem zwierząt i działał w strukturach Armii Krajowej. W 1943 r. podczas kursu w podchorążówce, poznał miłość swojego życia, żonę Stanisławę.
Przeniósł się do Łodzi, gdzie podjął studia w Łódzkim Konserwatorium Muzycznym w klasie światowej sławy śpiewaka prof. Adama Didura. Tam wypatrzył go Leon Schiller. W 1946 r. zadebiutował w roli śpiewaka z gitarą w „Zakazanych piosenkach”.
Prawie przez 40 lat aktor mieszkał w Brwinowie. Jako człowieka skromnego i pogodnego wspominają go w filmie mieszkańcy tego miasta. Dla nich pozostał sąsiadem niskiego wzrostu, w trochę zbyt długich spodniach, który szybko chodził albo jeździł rowerem po mleko do gospodarstwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Nie rozstawał się ze swoją charakterystyczną czapeczką znaną z filmu „Sami swoi”. Podobną otrzymał na jednym ze spotkań z widzami, a ponieważ zniszczyła się, czapnik z Grodziska Mazowieckiego Andrzej Jakubowski, były żołnierz Armii Krajowej, który miał pracownię na ul. Sienkiewicza, podarował następne „maciejówki”.
Syn aktora Jan Bartłomiej Kowalski mówi, że tata nie był na co dzień tak komediowy, jakim go widzimy w filmach. Miał swoje hobby do których należało pszczelarstwo oraz produkcja wina porzeczkowego oraz z czarnego bzu. Robił również swojej żonie bardzo ładne zdjęcia.
W Brwinowie chodził często ze swoją żoną do nieistniejącego już kina „Wiosna”. Do tego samego kina przychodzili także miejscowi żule, głośno komentujący rozgrywające się na ekranie sceny miłosne. Wtedy do akcji wkraczał W. Kowalski prosząc o spokój. Od momentu premiery filmu „Casablanka”, do aktora przylgnęło przezwisko „Kaszablanka”.

